Archiwa blogu

nurki w Wietnamie I 12 – 13.02.2012

Nha Trang: 12.02.2012 – 13.02.2012

W mieście Nha Trang częściej słychać rosyjski niż wietnamski. Bezpośrednie połączenie lotnicze Moskwa – Nha Trang pomogło Rosjanom opanować to miasto. Oznaczenia, darmowe mapki i szyldy sklepów zapisane są bukwami.

Miejska plaża wysypana złotym piaskiem przypomina tę na Costa Brava. Przez długi czas na plaży kręcili się Wietnamczycy w kaskach, więc myśleliśmy, że to złodzieje. Dopiero później do nas dotarło, że to opalające się ciała zachodnich turystek przyciągają ich uwagę, gdyż Wietnamki kąpią się w ubraniach bądź strojach kąpielowych wyglądających jak pidżamy. Fale są ogromne. Nha Trang jest też bazą wypadowa na ponoć najatrakcyjniejsze nurkowania w Wietnamie. Popłynęliśmy w 10 osób łódką. Na miejscu przydzielono nam mokre, ale długie i dziwnie ponadgryzane pianki. Upewniliśmy się, że nadgryzł je ząb czasu, a nie rekiny, których podobno w Wietnamie nie ma i nigdy nie było.

W kilku miejscach rafa mieniła się wieloma barwami, ale rybek było jak na lekarstwo więc poczuliśmy się nieco zawiedzeni. Jakoś wyjątkowo zimno było w tym Południowochińskim Morzu.

Tajskie wyspy – wschodnie wybrzeże I 24 – 29.01.2012

Tajlandia. Wyspy – wschodnie wybrzeże: 24.01.2012 – 29.01.2012

 

Koh Tao: 24.01.2012 – 26.01.2012

O 23.00 wsiedliśmy na prom z Surat Thani i o po 7 godzinach dopłynęliśmy do brzegów wyspy Koh Tao, leżącej  na południowo- wschodnim wybrzeżu Tajlandii. Wokół wyspy znajduje się wiele atrakcyjnych miejsc do nurkowania, a wzdłuż wybrzeża ciągną się liczne szkoły nurkowe. Zdecydowaliśmy się zamieszkać w kurorcie „Sunshine Divers”, poleconym przez poznaną na półwyspie Railey Australijkę.

Zapisałem się na kurs PADI AOWD (Advanced Open Water Diver) aby móc schodzić do30 metrówi oglądać większe ryby, zostawiając Olę z tuńczykami i barakudami na głębokości  18 metrów. Szkoła nurkowa w ramach dwudniowego kursu oferowała za darmo nocleg. W ramach kursu szczególnie ciekawe było nurkowanie nocne, kiedy rybki oświetlone latarką prezentowały swoje naturalne kolory. W nocy doświadczyłem też zjawiska fosforescencji, kiedy cała nasza 5-osobowa grupa nurkowa zgasiła w wodzie latarki i zaczęliśmy machać rękami. Wszędzie pojawiły się małe, świecące punkciki – po prostu bajka.

Na Koh Tao spędziliśmy 3 dni, z czego 2 pod wodą – Marcin na kursie, Ola na nurkowaniu rekreacyjnym.

Wybrzeże Koh Tao pod wodą podobało nam się bardziej niż na Andamanach w Indiach – więcej tu kolorowych rybek, skał i innych stworzonek morskich, jak np. „choinki bożonarodzeniowe” (różnokolorowe drzewka o kształcie małej choinki, które się chowają przy pstryknięciu palcami).

 

Ko Phangan: 27.01.2012 – 29.01.2012

Na Koh Tao poznaliśmy Justynę i Michała, mieszkających od wielu lat w Londynie i z nimi ruszyliśmy w dalszą trasę – na wyspę Ko Phangan. Wybraliśmy jej północne wybrzeże z cichymi zatokami o turkusowej wodzie.

Całą czwórką zapisaliśmy się na nurkowanie ze szkołą nurkową na „Sail Rock”. Jest to wystająca formacja skalna pośrodku morza położona mniej więcej w połowie drogi między wyspami Koh Tao i Ko Phangan. Wyruszyliśmy z rana prywatną łodzią szkoły nurkowej „Sail’s Rock Divers”. Na pokładzie serwowano śniadanie, a między nurkowaniami pyszne curry z owocami na deser.

Nurkowanie przy Sail’s Rock było dla nas najpiękniejszym jakie kiedykolwiek mieliśmy. To miejsce jest niesamowite, gdyż skała położona pośrodku morza nie ma wielu kryjówek i ryby nie mają się gdzie schować, dzięki czemu można je oglądać w całej okazałości. Widzieliśmy olbrzymią murenę o długości ponad2 metrów, wyglądającą jak ogromny wąż morski. Zachwycające były całe ławice „Butterfly fish”, tuńczyków, węgorzy, barakud i małych „Nemo”. Inne wielokolorowe ryby muskały nas ogonami gdy stawaliśmy bez ruchu, istne cudo! Kolejną atrakcją skały jest fakt, że ma komin, w który można wpłynąć na 18-stu metrach i wypłynąć na 11-stu, lub odwrotnie.

Trochę głupio nam było zamówić na kolację barakudę, gdyż kilka godzin wcześniej pływaliśmy z jej braćmi wokół skały, no ale w końcu ją zjedliśmy.

Północ Koh Phangan jest znana z małego portu. Nocą widać z plaży mocno oświetlone łódki dryfujące na morzu, wyglądają jakby tam była jakaś impreza. Światła mają na celu przyciągnąć kalmary, które myślą, że płyną na dyskotekę, a w efekcie są łapane, suszone na słońcu i sprzedawane do restauracji i sklepów.

Po 3 dniach zostawiliśmy Ko Phangan, złote zatoki, domki na plaży, urocze wodospady i wróciliśmy nocnym promem do Surat Thani, skąd mieliśmy lot do Bangkoku. Uściski dla Justyny i Michała!

Cyklon – uwięzieni w raju I 24 – 31.12.2011

Andamany cd –  24.12.2011 – 31.12.2011

Przypływając na Andamany 14 grudnia nie mogliśmy podejrzewać, że wyspa Havelock nie będzie chciała nas wypuścić.

 Do Wigilii czas nam mijał spokojnie. Zamiast prezentu bożonarodzeniowego pod choinką poszliśmy na masaż całego ciała. Masaż tłustą oliwą był przyjemny do czasu aż masażyści nie doszli do głowy i nie zaczęli ciągnąć nas za włosy we wszystkich kierunkach, na przemian drapiąc skórę swoimi pazurami. Marcin miał zbyt krótkie włosy by go mocno wytarmosić więc w zamian dostał sporo uderzeń pięściami po plecach.

Sfatygowani i świecący się na kilometr od nałożonej na nas oliwy udaliśmy się na kolację wigilijną.

 Po rybach, krewetkach i telefonach do Polski poszliśmy na pasterkę. W wiklinowym kościele zebrało się 20 osób. Mszę prowadził pan w parcianych spodniach, któremu słuchacze co i rusz przerywali aby wtrącić swoje trzy grosze, Nie zrozumieliśmy ani słowa więc jedynie mruczeliśmy przy pieśniach. Małe i większe krabiki miały całą mszę by baraszkować w butach zostawionych przed wejściem.

 Podczas mszy słyszeliśmy wzmagający się wiatr i groźny szum fal. Jedna palma nadszarpnęła linie elektryczne powodując niewielki pożar. 25 grudnia dowiedzieliśmy się, że cyklon o nazwie „Thame” dotarł do naszej wyspy przynosząc deszcz i wichury jakich nigdy wcześniej nie widzieliśmy. W nocy morze zaczęło się wkradać do naszego ośrodka i pokonawszy jakieś 50m zatrzymało się na wysokości pierwszych zabudowań. Przewróciło się kilka drzew na wyspie, m.in. na linie elektryczne co ograniczyło dostawy prądu. Momentami nie było też bieżącej wody.

Hinduska obsługa naszego resortu zupełnie nie przejmowała się cyklonem, tłumacząc nam, że raz do roku nawiedza on wyspę, jednak nie stanowi większego zagrożenia. Polecili nam aby nie wychodzić w nocy z budynków i położyć plecaki na podwyższeniu.  Jeden Hindus dał nam szczerą radę, żeby na wszelki wypadek spać z jakąś długą szmatą czy liną, aby w razie potrzeby przywiązać się do drzewa i uniknąć porwania przez fale tudzież wiatr. W ten sposób zapewnieni o braku niebezpieczeństwa wstawaliśmy w nocy sprawdzić poziom morza, które szumiało w odległości 150 metrów od naszej chatki. Dudniący deszcz, huk spadających kokosów i gałęzi przy każdym porywie wiatru oraz klekocące na wietrze blaszane daszki (jeden zresztą odleciał) towarzyszył nam przez najbliższe 3 noce. Cyklon trwał 3-4 dni, które wystarczyły by skończyły się niektóre zapasy żywieniowe takie jak jajka czy ryby (zakaz wypływania) oraz pieniądze w obu bankomatach. Całe jedzenie dla wyspy Havelock jest bowiem przywożone ze stolicy Andamanów, Port Blair.

Cyklon uniemożliwił wszelki transport między wyspami, nie kursowały ani promy, ani wodoloty. Prognozy pogody ograniczyły się do braku prognozy gdyż według wszelkich służb pogoda w tym rejonie świata może zmienić się nieobliczalnie w ciągu pół godziny. Tłumy turystów czatowały w okolicach portu sprawdzając czy kursują promy aby wydostać się z wyspy. Wielu z nich, tak jak my, nie dotarło na lotnisko znajdujące się na większej wyspie, w Port Blair i straciło bilety na samolot, których ceny wzrastały niemiłosiernie z dnia na dzień. Byliśmy zmuszeni zarezerwować bilet dopiero na 3 stycznia 2012 roku. Na szczęście od 29 grudnia wszystko wróciło do normy i cyklon opuścił Havelock. Znów mogliśmy nurkować. Niestety cyklon nie ucichł na dobre, tylko skierował się na ląd, do stanu Tamil Nadu, gdzie do tej pory zabił ponad 40 osób.

Na Sylwestra nasza wyspiarska izraelska większość zorganizowała imprezę w jednym z  ośrodków wśród palm. Niestety, gdy na nią dotarliśmy o 22.00, impreza już się skończyła na skutek interwencji policji, której przeszkadzał noworoczny hałas – taka jest wersja oficjalna. Nieoficjalna (bardziej prawdopodobna) jest taka, że organizatorzy wsparli miejscową policję zbyt małą kwotą, co wyszło dopiero podczas imprezy i już było za późno aby „dopłacić”. Finalnie przywitaliśmy Nowy Rok na plaży ze znajomymi Grekami. Ognisko, muzyka reggae, gwiazdy i my.

Kochani, życzymy Wam cudownego Nowego Roku 2012!