Daily Archives: 2012/01/23

Taj Mahal I 13 – 14.01.2012

Agra: 13.01.2012 – 14.01.2012

Jakże mocno musiał kochać Shah Jahan swoją żonę Mumtaz Mahal, skoro wybudował jej takie cudo 🙂 Trzeba przyznać, że Taj Mahal robi ogromne wrażenie, mieni się różnymi kolorami w zależności od kąta padania światła i pory dnia. Wybudowany z marmuru i tysiąca wartościowych, wielobarwnych kamieni ściągniętych ze wszystkich stron świata zachwyca swoim ogromem, lśniącą bielą, precyzją rzeźbień i detali. W wielu miejscach w Indiach miejscowi i/ lub mieszkańcy krajów SAARC (Południowoazjatyckie Stowarzyszenie Współpracy Regionalnej)  płacą znacznie mniej niż zagraniczni turyści. W Taj Mahal ta różnica jest ogromna: Hindusi 20 rupii (ok. 1,30 zł) a my 750 rupii (ok. 50 zł),  ale warto było.

Pokoik zarezerwowaliśmy pod samym Taj’em, jakieś 2 min piechotą od bramy wejściowej. Przed wejściem byliśmy o 6.30, a wrota otworzyli o 7 rano. Dzięki temu do środka weszliśmy w pierwszej dwudziestce ludzi i mieliśmy okazję podziwiać majestat tego cudu niemalże na wyłączność. Po 2 godzinach krążenia po terytorium Taj’a poszliśmy na śniadanie na dachu naszego hostelu, skąd mogliśmy dalej delektować się pięknym widokiem białego pałacu.

Jako że nie pojechaliśmy do Rajastanu znanego z dużej ilości fortów, postanowiliśmy zobaczyć chociaż Agra Fort i nie zawiedliśmy się. Fort zwiedza się bardzo przyjemnie ze słuchawkami na uszach, a głos znany z Discovery Channel opowiada historię rodu Mughal oraz przybliża słuchaczowi funkcjonalność komnat fortu (w Khajuraho skorzystaliśmy z audioguide tej samej organizacji).

Ja bym Oli wybudował 2 razy większy i piękniejszy pałac, a kamienie sprowadziłbym z księżyca!

Friends of Orchha czyli rodzina zastępcza I 12 – 13.01.2012

Orchha: 12.01.2012 – 13.01.2012

Orchha to mała, malowniczo położona wioska, odwiedzana ze względu na spokojną, sielską atmosferę i liczne arabskie, dość zaniedbane pałace oraz świątynie.

Mieliśmy zarezerwowany nocleg u hinduskiej rodziny na obrzeżach Orchhy. Skorzystaliśmy z oferty organizacji „Friends of Orchha” skupiającej 5 rodzin, które odpłatnie użyczają gościny po takich cenach jak hostele. Część z tych pieniędzy idzie do kieszeni rodzin, a część  na rzecz organizacji, która stara się poprawić byt mieszkańców Orchhy m.in. poprzez budowę publicznych toalet.

Dużą zaletą takiego pobytu jest poznanie życia hinduskiej rodziny, szczególnie jeśli pomieszka się u nich dłużej (na co nie mogliśmy sobie pozwolić gdyż przez cyklon i zatrucie straciliśmy sporo dni) . Mieliśmy szczęście gdyż nasza rodzina w miarę porozumiewała się po angielsku – Pani domu była nauczycielką angielskiego, ale lepiej od niej mówiła ośmioletnia Minnie. Wspólnie z rodziną przygotowaliśmy i spożyliśmy kolację, śniadanie oraz wybraliśmy się na parogodzinną wycieczkę rowerową z ich dwiema uroczymi córkami. Jedzenie jest bardzo proste – główne składniki wszystkich posiłków to mąką, ryż, ziemniak i woda. W dniu wypłaty zajadają się kurczakami. Na śniadanie serwowana jest paratha (mączny placek smażony na oleju) nadziewany ziemniakiem, na obiad Thali (ryż, ziemniaki, sos i ewentualnie inne dodatki, jak warzywko czy od święta kurczak), a na kolację chapati (mączny placek smażony bez oleju).

Na północy Indii zimą jest chłodno. Rzadko stosowane są grzejniki czy farelki, a częściej paleniska. I tak oto w Orchhy mieliśmy przyjemność ogrzać się w izbie przy palenisku z suszonych kup, na którym zresztą podgrzewane było jedzenie. Krowie kupy są zbierane, suszone parę dni na ścianie budynku lub na murku i takie nadają się do opał. Palone nie wydzielają żadnego zapachu, więc nie przeszkadza to przy konsumpcji kolacji.