Daily Archives: 2012/01/21

Kamasutra w Khajuraho I 9 – 11.01.2012

KHAJURAHO: 09.01.2012 – 11.01.2012

Podróż nocnym pociągiem przebiegała między pryczą a toaletą. W tym dniu akurat nie było bezpośredniego pociągu do Khajuraho więc dojechaliśmy do miejscowości Mahoba, gdzie wzięliśmy lokalny autobus i już po 4 godzinach telepania byliśmy w Khajuraho.

W Khajuraho 2 dni zdychaliśmy odżywiając się tostami i wodą. Gdy zaraza przeszła, trzeciego dnia opuściliśmy nasze łoże by rikszą zwiedzić w ekspresowym tempie cały kilka kompleksów świątyń, słynnych z erotyzmu.

Kompleks przez wieki był porośnięty dżunglą, aż przez przypadek został odkryty przez brytyjskiego żołnierza w drugiej połowie XIX w. Był on podobno zszokowany mnogością skomplikowanych pozycji erotycznych, pokazujących akty seksualne nie tylko ludzi, ale też ludzi ze zwierzętami. Do dziś poza licznymi hipotezami, nie ma pewnego wyjaśnienia czemu świątynie są całe pokryte erotycznymi rzeźbami.

W kompleksie świątynnym poznaliśmy dwie Polki- panią przewodnik z Łodzi oraz dziewczynę po indologii pracującą w muzeum w Holandii. Biedaczka została zbombardowana przez naszą trójkę gradem pytań nt. Indii. Pytaliśmy się m.in. jak Hindusi postrzegają nas, turystów, czy też mają dla nas jakąś oddzielną kastę/klasyfikację. Odpowiedź brzmiała: nie, po prostu jesteśmy dla nich bankomatem. Oczywiście mówimy o miejscach turystycznych, bowiem klasa średnia niekoniecznie musi czuć tak wielką chęć poznania nas jak sprzedawcy pamiątek;)

Podczas naszej przedłużonej wizyty w Khajuraho poznaliśmy też pewnego Hindusa, managera lotniska, reprezentanta Brahmini, który został oddelegowany daleko od domu i mieszkał w naszym ośrodku pośrodku dżungli. Spędziliśmy 2 miłe wieczory, podczas których znacznie przybliżył nam kulturę i wierzenia ludności Indii.

Hinduizm w Varanasi I 7 – 8.01.2012

VARANASI: 07.01.2012 – 08.01.2012

Varanasi jest z kolei świętym, pielgrzymkowym miejscem hinduistów, którzy przyjeżdżają tu oczyścić się z grzechów poprzez kąpiel w rzece Ganges.

Zarezerwowaliśmy hostel z widokiem na rzekę, ale po przyjeździe z niezadowoleniem skonstatowaliśmy, że nie jesteśmy w pierwszej linii zabudowy. Gdy wyszliśmy na spacer, okazało się, że w pierwszej linii, jakieś200 metrówod nas, znajduje się krematorium. Krematorium w Varanasi oznacza specjalne paleniska na otwartym powietrzu, na których pali się ciała zmarłych.

Marzeniem wierzących hindusów jest po śmierci zostać skremowanym i wrzuconym do Gangesu. Nad rzeką znajdują się budynki, gdzie umierający ludzie mogą dokonać żywota i potem zostać spalonym. Kremacja odbywa się na oczach wszystkich. Ciało w białym całunie jest kładzione na stosie ze specjalnego drewna, które zabija nieprzyjemny zapach. Palenie trwa 24 godziny na dobę, kilka ciał jednocześnie na osobnych stosach, Stos podpala mężczyzna, zazwyczaj syn, który wcześniej musi całkowicie się ogolić; włosy na głowie, brodę, wąsy, zarost. To, czego nie uda się spalić, np. większe kości, jest wrzucane potem do rzeki.

Tubylcy i turyści oglądają tą ostatnią drogę z zadumą, namaszczeniem, zdumieniem, niedowierzaniem czy po prostu w szoku. Jedni mogą stać tam godzinami, inni z torsjami odchodzą po minucie.

Wynajęliśmy łódź, z której mogliśmy podziwiać to jedno z najstarszych miast Indii. Przepływaliśmy koło martwego ciała w brązowym worku oraz unoszącego się na wodzie tłuszczu z pośladków. Nasz sternik opowiadał, że nie wszystkich po śmierci się kremuje w Varanasi. Starszych tak, ale m.in. młodszych, schorowanych, dzieci czy trędowatych wrzuca się po śmierci do Gangesu w worku, przywiązując ich ciała do dużych kamieni, tak by utonęły. Czasem wypływają jednak na powierzchnię, czego byliśmy świadkami.

Mimo, że rzeka Ganges na odcinku w Varanasi jest niesamowicie zanieczyszczona zarówno przez ciała zmarłych jak i ogromną ilość ścieków wlewaną przez pobliskie fabryki , nie przeszkadza to nikomu i ludzie z całych Indii pielgrzymują tu by się w niej wykąpać, czasem tuż przy zmarłych. Część mieszkańców Varanasi zaczyna dzień od kąpieli i umycia ząbków w rzece. Wkoło ludzie robią w niej pranie i płuczą naczynia z pobliskich kawiarni.

Jeden wykształcony Hindus z najwyższej kasty (Brahmini) wyjaśniał nam, że jakieś 70% społeczeństwa jest niewykształcone i mimo wszelkich namacalnych dowodów skażenia wody i tak się w niej kąpie wierząc, że skoro rzeka jest święta to jest czysta.

Stare miasto Varanasi to labirynt wąskich uliczek. Ciężko przejść je czystą stopą, trzeba manewrować między stertami śmieci, krowich kup i samymi krowami barykadującymi  co i rusz drogę.

Wieczorem uczestniczyliśmy w widowiskowej ceremonii nad Gangesem, gdzie Brahmini modlili się o pokój i dobro na świecie.

Podobno ponad 60% turystów zatruwa się w Varanasi. Niestety należymy do większości i na koniec pobytu strasznie się struliśmy. Może to nasza wina gdyż zjedliśmy obiad na stacji kolejowej, a może pobytowi w Varanasi towarzyszyło tyle emocji, zapachów i wrażeń, że nie byliśmy w stanie tego wszystkiego przetrawić na raz.